Relacja z konwentu Tsuru Japan Festival 2017 – Między kulturą wschodu a YouTube

Tegoroczna edycja Tsuru minęła pod znakiem refleksji nad relacją kultury japońskiej – tej bardziej lub mniej tradycyjnej – z coraz większą ekspansją nowoczesnych mediów i środków przekazu.

Tsuru Japan Festival to wydarzenie ściśle powiązane z kulturą dalekowschodnią. Większość atrakcji miało charakter rozrywkow – stoiska z przedmiotami charakterystycznymi dla japońskiej animacji lub gamingowej przestrzeni społecznej. Mimo tego, gościnnie uczestnicząc w przeróżnych panelach zauważyłem ogromny wpływ przestrzeni medialno-społecznej na zainteresowania ludzi śledzących zagraniczne trendy. W ciągu kilku lat fascynacja stricte mangą i kulturą wschodu, zaczęła się przenikać z innymi mediami (youtube, netflix, itd). Wiele wykładów oscylowało właśnie wokół tematyki technologiczno-medialnej, zaledwie nawiązując do tego, co dla obrazu Japonii jeszcze kilka lat temu było kluczowe.
Jednym z ważniejszych paneli w jakie dane było mi zobaczyć, była dyskusja z Marco Kubisiem. Fascynat horror-komedii zgromadził ogromną liczbę odbiorców. Było to drugie pod względem ilości uczestników wydarzenie. Formą prowadzenia dialogu i integrowania youtubera z publicznością było klasyczne Q&A – banalna, ale sprawdzona metoda wzajemnego kontaktu twórcy ze społecznością. Fenomen Youtube polega w końcu na przenikaniu tego medium w przestrzeń społeczną, dzięki czemu twórcy mogą wykreować się na celebrytów z prawdziwego zdarzenia, przyciągających publikę nie tylko treścią. Niestety, odbija się to również na merytorycznej wartości takich spotkań, co dało się boleśnie odczuć.Gwoździem programu był pokaz cosplay – czyli w pewnym sensie teatralna forma ekspresji swoich zainteresowań. Stroje inspirowane serialami, grami, filmami, mitologiami, komiksami, animacjami tworzone własnoręcznie przez uczestników stanowiły sedno wizualnego show. Miłym dodatkiem (o ile nie jedną z głównych atrakcji) był prowadzący, który perfekcyjnie integrował i rozbawiał publiczność, uprzyjemniając widowisko tym, którzy z cosplayem znają się raczej przelotnie.
W odniesieniu do organizatorów śmiało można powiedzieć, że stali się jedną z mocniejszych stron całego wydarzenia. Wiele niespodziewanych problemów, wymagających improwizacji rozwiązywali sprawnie, często nie zważając na własne zmęczenie. Profesjonalne podejście to jedno, ważniejszym jednak był ich osobisty, pogodny stosunek do gości. Złożyło się to na sprawny i przyjazny przebieg konwentu, którego (miejmy nadzieję) kolejną odsłonę będziemy mieli okazje przeżyć w 2018 roku.