Obszar na styku kina i sztuki. Rozmowa z Małgorzatą Radkiewicz

O kinie awangardowym, festiwalach filmowych oraz szansach na promocję niezależnego kina w Polsce rozmawiała Anna Benduska.


Kino niezależne, niszowe, awangardowe – w jakikolwiek sposób nie określimy filmów należących do tych gatunków, zawsze będą kojarzyły się z próbą stworzenia czegoś, co wniesie element nowości, zaskoczenia, a nawet zdziwienia do reakcji odbiorcy. Taki cel wydaje się przyświecać twórcom, którzy nie ulegają powszechnym trendom, a starają się w swojej pracy wyrazić siebie. Przy tym istotne jest nawiązanie kontaktu z widzem, ponieważ od jego percepcji zależy sukces dzieła.

Problematyczne jest więc funkcjonowanie kina niezależnego w Polsce. Trudno znaleźć dla niego miejsce w czasach popularnych love story wyświetlanych z DVD na kanapie czy szerokoekranowych produkcji science-fiction. Nie pomaga fakt, iż do tego rodzaju sztuki trzeba dotrzeć samodzielnie. Nie wystarczy przejrzeć repertuar kina cyfrowego, czy wypożyczyć płytę, trzeba wyjść do galerii sztuki albo kupić bilet na festiwal. Jednakże istotne jest to, że mimo braku świecących billboardów te właśnie festiwale żyją swoim życiem. Zainteresowani i tak je znajdą. Organizatorzy podobnych wydarzeń nie mają bynajmniej na celu dotarcia tylko do grona miłośników awangardy. Chcą również pokazać szerszej publiczności, że doświadczenie wyżej wspomnianych nowości i zaskoczenia sztuką może stać się odkrywcze oraz zaowocować pasją. Strach czy niechęć, że takiego filmu się nie zrozumie, odstawmy na bok. Sęk w tym, żeby po seansie zacząć się nad nim zastanawiać i go interpretować. I obejrzeć ponownie.