Dowiedz się, jak regiony wspierają polskie produkcje

Rząd wesprze filmowców, jeśli udowodnią, że temat produkcji wiąże się z Polską – taka informacja obiegła polskie media na początku bieżącego roku. Pojawiły się także głosy oburzenia, że to nie powinno być kryterium decydujące o dofinansowaniu filmu.

Piotr Gliński, minister kultury bronił pomysłu podkreślając, że inne kraje europejskie także posiadają takie fundusze, co jest zgodne z prawdą – działają one m.in. we Francji i w Niemczech. Jednak nie trzeba się nawet porównywać z innymi państwami. Takie systemy funkcjonują także w Polsce, tyle że pod nazwą Regionalnych Funduszy Filmowych. Mają one zachęcać filmowców do kręcenia filmów w poszczególnych regionach, a przez to do promowania ich, także pod kątem turystycznym.

Lokalne władze rezerwują pieniądze w budżecie na dofinansowanie produkcji filmowych (fabularnych, dokumentalnych, a nawet animowanych), po czym rozpisywany jest konkurs, na który projekty nadsyłają producenci. Zostają one poddane ocenie formalnej, a następnie merytorycznej, przez wyznaczonych ekspertów związanych z daną dziedziną, m.in. filmowców czy krytyków filmowych. W takim procesie decyduje się o dofinansowaniu poszczególnych projektów, a warunkiem koniecznym o ubieganie się o wsparcie produkcji jest: “jest powiązanie treści filmu (jego fabuły czy tematu) z miastem lub regionem” (cytat za stroną Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej). Jak w praktyce wygląda wypełnienie tego warunku? Przynajmniej część zdjęć powinna zostać zlokalizowana w danym regionie, najlepiej z uwzględnieniem miejsc dla niego charakterystycznych, np. Wawelu czy Rynku Głównego w Krakowie. Dobrze widziane jest także zatrudnienie w ekipie osób pochodzących z okolic właściwych wskazanemu funduszowi.

Z punktu widzenia lokalnych władz jest to bardzo opłacalne, ponieważ niezbyt wygórowanym kosztem (rzędu kilkaset tysięcy złotych) można zyskać bardzo skuteczną reklamę miasta i regionu. Wydatki na promocję miasta są liczone w milionach, m.in. na produkcję ulotek i wszelkich gadżetów, czy też stoiska na targach turystycznych, a ich efekt jest często krótkotrwały. Inwestycja w film procentuje dużo dłużej, a wręcz może wypromować miasto na stałe. Liczba zagranicznych turystów przyjeżdżających do Krakowa po sukcesie „Listy Schindlera” Stevena Spielberga jest na to najlepszym dowodem.

Gdy taka polityka łączy się z przemyślaną strategią promocyjną miasta, jak Filmowy Kraków, turystyka rozkwita. Podobnie w pamięć zapada piękny Wrocław nocą, oglądany w ubiegłorocznym kryminale “Sługi Boże” Mariusza Gawrysia, dofinansowanym przez Dolnośląski Fundusz Filmowy, czy wspominany już Kraków lat 60. w “Czerwonym pająku” Marcina Koszałki, pochodzącego z tegoż miasta i współtworzony przy wsparciu Regionalnego Funduszu Filmowego w Krakowie.

Podsumowując, nie warto się obawiać promocji Polski poprzez kino i celowania w dofinansowanie filmów podkreślających, że są z nią związane.
Wiąże się to z obopólną korzyścią, dla filmowców oraz dla wizerunku Polski na świecie, przynosząc wymierne korzyści również dla gospodarki.

Foto główne: Pixabay